niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 6

-Lillie... Lillie wstawaj... wstawaaaj!-Becca powiedziała głośniej, szturchając mnie w policzek.
-Co?-Mówię zmęczona.
-Dzisiaj pracujesz.
-Nie, dopiero o piętnastej.
-Więc, masz zamiar spa do tego czasu? Leniwy tyłek.-Westchnęłam, pokazując moje rozdrażnienie.
-Nie, nie sądzę.-Powiedziałam wychodząc z łóżka. Becca uśmiechnęła się nad zwycięstwem. Chwytam swój telefon ze stolika nocnego i potykam się w drodze do kuchni.
Niall: Spałaś spokojnie ;)
Moje serce się zatrzymało. Czy on... podglądał mnie jak spałam? W jaki sposób? Przyjechał? Nie wiem, dlaczego te rzeczy nadal mnie zaskakują, powinnam to wykorzystać. Ale nie. Wciąż czułam się na baczności. Troszeczkę.
Lillie: Skąd o tym wiesz? :/
Niall: Może zakradłem się...
Lillie: .....
Niall: Musiałem się upewnić, że wszystko było dobrze... bezpiecznie
Moje serce ponownie się zatrzymuje. Przyszedł do mnie żeby zobaczyć czy jest bezpiecznie. Nie rozumiem tego. Dlaczego on jest zainteresowany mną? Dlaczego on zawsze jest taki...  zaborczy.
Lillie: Dziękuje... Prawdopodobnie będziesz musiał mnie odebrać z pracy przed randką...
Niall: Gdzie pracujesz, kochanie?
Lillie: W Starbucks blisko mojego domu.
Niall: ok :) Do zobaczenia wieczorem, księżniczko ;)
Lillie: Dziękuje
Rzuciłam telefon na łóżko i wskoczyłam pod prysznic. Nie koniecznie podoba mi się to, że Niall zakrada się w nocy do mojego mieszkania i podgląda mnie gdy śpię. To sprawia, że czuję się jakby ktokolwiek mógł robić coś takiego. Wychodzę z prysznica i zakładam swój strój do pracy przez głowę. Musze iść na nogach bo samochód Becci jest w warsztacie i będzie dopiero jutro. Kiedy już tam jestem, przywitał mnie mój współpracownik Phil.
-Cześć Lil.-Uśmiecha się i przekazuję kawę klientowi.
-Cześć Phil.-Uśmiechnęłam się i przytuliłam go przez ladę.
-Czy chodząc tu, zwariowałaś?
-Może, tak.-Pokręcił głową na mnie. Phil jest przystojny. Czasami jednak jest irytujący. Lubi wyrażać swoją opinie za bardzo. Ale nauczyłam się radzić sobie z nim.
-Hej, czy to prawda o tym facecie?-Phill mówi, kiedy mija kilka godzin pracy. Przewracam na niego oczami.
-Będziesz chciał więcej szczegółów, Phil.
-Wiesz, znaleźli go ciężko pobitego w tym nowym klubie w mieście.-Skamieniałam. Moje serce i umysł skamieniał. Idę z powrotem w jego stronę i próbuje zachować spokój.
-O, tak. To było szalone, czy pamiętasz jego imię?-Modliłam się do boga, żeby nie powiedział imienia o kim myślę. Alex. To musiał być on. Co do kurwy, Niall?!
-Tak, ummm, Alex czy coś...-Spięłam się. Kurwa. Kurwa, Niall to zrobił. Wiem Alex próbował mnie zgwałcić i nie zrozumcie mnie źle, ale powinien być pobity, ale Niall mógł go zabić!
-Teraz kiedy mówisz, ze został ciężko pobity... -Szlak, wreszcie zwracam się ku niemu.
-Chodzi mi o to, że miał wybite zęby, złamane żebra i jest w szpitalu.-Mój oddech zaczyna przyspieszać. Jezus, Niall co ty zrobiłeś!
-Lil, wszystko w porządku? Wyglądasz trochę blado.-Fałszywie się uśmiechnęłam i skinęłam głową.
-Tak, to jest po prostu szalone.-Kiwa głową, a jego nastrój momentalnie się zmienia.
-Więc, co robisz dziś wieczorem?-Pyta niezręcznie.
-Oh, aktualnie idę na randkę.-Marszczy lekko brwi tak jak robi to zawsze.
-Oh, z kim?-Jego wścibska część nadchodzi.
-Z Niall'em. Niall'em Horan'em.-Na jego twarzy pojawiły się zmarszczki.
-Naprawdę? On nie jest w twoim typie. Bądź ostrożna, kiedy jesteś z nim.
-Co to znaczy żebym była ostrożna?-Pytam, mimo, że znam odpowiedź.
-Słyszałem, że jest szalony. Kłopotliwy. Niebezpieczny.-Westchnęłam i ściągnęłam swój fartuch.
-Dobrze. Dziękuje.-Mówię ostrzej niż planuję. Zaczynam iść w stronę drzwi, ale Phil łapie mnie za nadgarstek.
-Hej, przepraszam nie chciałem osądzać, tylko, że możesz mieć kogoś lepszego.-Szydzę z niego.
-Rozumiem.-Mówię, starając się mu wyrwać, ale on nie chce mnie puścić.
-Nie bądź zła, po prostu staram się ci poooo...-Phil jest odcięty ode mnie, prze kogoś kto ostro popchnął go ode mnie. Niall. Jego napięte ciało drży, gdy stoi przede mną. Blokując mi Phil'a.
-Nie dotykaj jej.-Warczy. Phil wygląda na przerażonego, wyciągając ręce do góry.
-Ej, spokojnie, nie zraniłem jej, przysięgam.-Niall zrobił krok w jego stronę, ale złapałam go za ramię próbując go odciągnąć.
-Niall w porządku, nic mi nie jest. Po prostu chodźmy już.-Przez chwilę jest niezdecydowany, ale po chwili prowadzi mnie na zewnątrz. Dostajemy się do jego samochodu i można wyczuć napięcie. Jego szczęka jest zaciśnięta, a jego ręce są mocno zaciśnięte wokół kierownicy tak, ze jego knykcie pobielały. Po chwili przerywam milczenie.
-Niall?-Nie odpowiedział mi od razu.
-Tak?-Westchnął.
-On mi nic nie zrobił. Przysięgam.-Niall trzyma nadal ręce na kierownicy i mówi.
-On flirtował z tobą, czyż nie?-Westchnęłam.
-Nie....
-Nie okłamuj mnie Lillie.-Nie odpowiadam na jego pytanie, zaczynając bawić się nerwowo palcami. On nie lubi tego.
-Cholera, odpowiedz mi Lillie!-Krzyczy głośno. To sprawia, że podskoczyłam. Przerażał mnie.
-Tak, w porządku, robił to! Nie krzycz na mnie kurwa!-Przystanął na to. Niall nagle skręcił na tej drodze i zawraca co czyni go kretynem.
-Co robisz?-Mówię gdy zaczyna jechać z powrotem w kierunku Starbucks.
-Musze powiedzieć, sukinsynowi, że jesteś moja.-Warczy.
-Niall nie. Nie miałam tego namyśli. Nie.-Ignoruje mnie i przyspiesza. Nagle przychodzi mi coś do głowy. Otwieram drzwi samochodu, żeby wyjść, gdy Niall łapie mnie i zatrzaskuje za mną drzwi.
-Czy ty kurwa oszalałaś?!-Krzyczy na mnie.
-Co jeszcze mogłam zrobić! Trzeba było mnie słuchać.-Powiedziałam po raz kolejny, a on  zatrzymuje samochód.
-To nie znaczy, że musisz wyskakiwać z tego pieprzonego samochodu kiedy jedziemy! Mogłaś zginąć!-Jego ciało całe drży, a jego oczy są ciemne.
-Przepraszam, dobrze. Po prostu zostaw Phil'a w spokoju. Proszę!-Patrzy w innym kierunku i wzdycha. Zawraca ponownie od Starbucks'a. Nie rozmawiamy już o tym. W końcu podjeżdżamy pod miłą, Włoską restauracje i zanim mogę to przemyśleć, biorę jego duże dłonie w moje.
-Przepraszam jeśli cię wystraszyłem.-Mówi cicho.
-Nie oznacza to, że zawsze musisz podnosić na mnie głos.-Westchnęłam. Nie mogę mu pomóc, kiedy ma tą mroczną stronę. Rzadko pokazuje swoją delikatną stronę. To było miłe.
-Jest w porządku, Niall. Właśnie usłyszałam, że Alex poszedł do szpitala, a ja nie chciałam żeby z Phil'em stało się to samo.-Niall wziął głęboki oddech i pocałował mnie w rękę.
-Chodźmy coś zjeść.-Wychodzimy z samochodu i patrze jak jest ubrany. Niall jest w koszuli i ciemnych jeansach. Ja jednak jestem w leginsach i sweterku. Prawie słodko.
-Szybko weszliśmy i usiedliśmy przy naszym stoliku. To naprawdę urocze miejsce. Niall się uśmiecha.
-Wyglądasz uroczo.
-Dziękuje.-Naprawdę nie mogę powiedzieć, że mu wierze. Niall się śmieje i patrzy w dół na swoje menu. Zauważyłam u niego, małe nacięcie na skroni. To nie jest złe, ale poważne.
-Niall co się stało?-Mówię, wskazując na nią. Jego twarz twardnieje.
-To nic, kochanie. To się stało dzisiaj w pracy.
-Co ty robisz?
-Przestań Lillie.-Ostrzega, a ja westchnęłam sfrustrowana.
-Nigdy nie mówisz mi co się stało z twoimi rodzicami?-Powiedział, zmieniając temat. Patrzę w dół.
-Tak, ale... nie lubię o tym rozmawiać.
-Proszę, powiesz mi?-Zapytał słodko. To nie jest w porządku. Jestem zmuszona do powiedzenia mu czegoś o mnie, a kiedy ja chcę coś wiedzieć, tak jak skąd ma to cholerne nacięcie na skroni, to nie chce powiedzieć. Uspokoiłam się trochę.
-To naprawdę nic wielkiego. Po prostu mój tata, miał mnie i moją mamę w dupie, więc odeszłyśmy. I nigdy nie wróciłyśmy.-Powiedziałam, nie biorąc oczu z menu.
-Widzę. Więc tylko jesteś ty i mama?
-Tak, to było... aż zmarła na raka kilka lat temu.-Patrzę na niego, a on wygląda na smutnego.
-Przepraszam Lillie, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, nie powinienem był cię zmuszać.
-Jest w porządku, chyba... to przynajmniej powiedz mi o swojej rodzinie.-Patrzy na mnie, a kelner przyjmuję zamówienie, po czym odpowiada mi.
-Co chcesz wiedzieć?-Wygląda trochę nerwowo.
-Po prostu o nich, gdzie są, twój brat, jeśli jest twój brat i ty tylko lub?
-Tak. Tylko ja i Greg. Mój tata Bobby i mama Maura, nie mieszkają tu. Ja naprawdę nie rozmawiam z nimi. Tylko Greg ze mną współpracuje.
-Dobrze. Dlaczego nie rozmawiasz już z rodzicami?
-Kiedy miałem 14 lat z Greg'iem zacząłem brać różne rzeczy. Dragi. Trzymaliśmy to w tajemnicy, ale w końcu to się wydało. Nie spodobało im się to. Wyrzucili mnie gdy miałem 18 lat, i przez jakiś czas mieszkałem z Greg'iem. Ale potem przestałem to robić. Chciałem coś więcej w swoim życiu. Więc przeniosłem się i jestem tutaj. Potem poznałem ciebie.-Uśmiechnął się na ostatnią część. Kiwnęłam głową i spojrzałam na niego poważnie.
-Więc przestałeś brać? Prawda? Na pewno?-Niall bierze moją rękę, która jest na stole i kiwa głową.
-Obiecuję.-Westchnęłam i kiwnęłam. Wierze mu. Po obiedzie Niall i ja wracamy do domu. Błaga mnie, żeby przyszła dzisiaj do jego domu.
-Nie wiem Niall, będziesz próbować jakiegoś gówna?-Pytam niechętnie.
-Nie mogę ci tego obiecać, że tego nie zrobię ale...-Mówi uśmiechając się. Przewracam oczami na niego.
-Proszę. Chcę cię dzisiaj.-Lekko go uderzyłam pięścią, a on się śmieje.
-Nie tak, to znaczy jeśli chcesz tego możemy to zrobić.-Znowu go uderzam, co powoduję, że ponownie się śmieje.
-Czuję, że zrobisz ze mną cokolwiek, więc...-Uśmiech na jego twarzy się powiększa.
-Prawdopodobnie, chcę żebyś poczuła się, że masz wybór.-Przewracam oczami na niego, ponownie.
-Więc, jedźmy.-Powiedziałam, wzdychając. Uśmiecha się i zaczyna jechać do domu. W co ja się wpakowałam...
---------------------------
Odblokowałam komentarze dla anonimów. Nawet nie wiedziałam, że są wyłączone. Kilka dni temu się skapłam :) Zapraszam serdecznie na bloga mojej przyjaciółki też z fanfiction : http://opowiadanie-fairy-tail-by-nazumi.blogspot.com/ :) Liczę na komentarz i do następnego xx

2 komentarze: